Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą samo życie

Luksus 사치

 Każdy miewa chwile, kiedy chciałby żyć w luksusie. No może z wyjątkiem tych, co już swoje życie postrzegają jako luksusowe. W naszych pseudo gazetowych portalach (gdzie podziało się prawdziwe dziennikarstwo) dość regularnie pojawiają się teksty, gdzie granicę luksusu wyznacza się na 10 tysięcy zł miesięcznie na rękę. Co pokazuje, że jeśli gdzieś jeszcze tekst popełnia człowiek, to jest to młodziutki stażysta mieszkający z rodzicami. Jak jesteś młody bez zobowiązań, to 10 tysi to rozpiżenia miesięcznie, to kupa hajsu, nie? Jak jesteś rodzicem, z kredytem, rachunkami za zajęcia dodatkowe, zajęcia wyrównawcze, ubrania, składki i do tego musisz opłacić czynsz i jeszcze jeść - to niekoniecznie jest duża kwota. Oczywiście lepiej ją mieć niż nie, ale to nie jest poziom choćby śladowej beztroski. Dla mnie luksusem było by dostanie w pakiecie kilku rzeczy: Możliwości nie zastanawiania się "ile to kosztuje" przy zakupach, nie kupowania hurtowej ilości czegoś w promocji tylko dlatego, ...

kontekst statystyk

 Pamiętam zamierzchłe czasy, kiedy instalowało się na stronach specjalne wtyczki, które miały pokazywać ruch i nowe wyświetlenia budziły pozytywne emocje (ktoś wszedł, ktoś znalazł, ktoś przeczytał). Zerknęłam w statystyki, które teraz domyślnie są przypięte w blogerze i na widok peaku ruchu czuję niepokój, że jakiś bot się tu przyplątał i być może to jakiś kłopot może być. Ta sama informacja, inny kontekst, inne znaczenie.

Nie wyszczuplałam

 Mam wrażenie, że instagramowo-reklamowe sylwetki tak bardzo ludziom przeorały postrzeganie świata, że zapominają że  a) mamy różne sylwetki w genach  b) nasze sylwetki zmieniają się w efekcie chorób, emocji, wieku i innych mniej lub bardziej fajnych zdarzeń nie mających nic wspólnego zdrowym trybem życia  c) płaski brzuch może świadczyć... o właśnie przebytej chorobie więc jak nie ma się pewności, to lepiej nie komentować. Inspirowane prawdziwymi zdarzeniami. Nie, nie schudłam, nie ćwiczyłam, nie zaczęłam się jakoś magicznie odżywiać, tylko po prostu wycięto mi kawałek układu pokarmowego. Niewielki, ale jak widać wystarczający, żeby brzuch był bardziej "płaski". Ja nawet rozumiem, że komentowanie tego miało źródła w czystej życzliwości, ale naprawdę - to nie jest coś co jakoś bardzo dużo entuzjazmu we mnie wywołuje. Mam za sobą kilka operacji w obrębie powłok brzusznych (jak to się ładnie nazywa). W sumie to po każdej z nich byłam "zgrabniejsza", jedyne co to mówił...

Dieta

 Mam wrażenie, że ilekroć wejdę na social media atakują mnie dietetyczne przepisy. Pewnie dlatego, że inne "atakujące" rzeczy uważam, za bardziej sensowne i przez to nie rzucają mi się w oczy, a wręcz daję się wciągać w ten spacer po wirtualnym, hmm, bagnie? Z tymi dietami to jest trochę zabawnie, bo wiele z przepisów jest albo nie logiczna (i nie mają prawa być jadalne w takim czysto ludzkim sensie, jak np kawa z olejem, łeeee) albo, nooo, wysokokaloryczna, taka bardzo, bardzo.... bardzo pokazująca, że autorzy i autorki nie mają pojęcia o tym, jakie wartości kaloryczne mają np orzechy i daktyle, szalenie popularne w dietetycznych przepisach. Dziś np insta poleca kakao z zmiksowanych nerkowców. Już mi gdzieś wcięło ten post, więc będzie z pamięci: autorka jest dumna z kilku tygodni bez używania cukru i słodzików (no w sumie fajnie, ludzie tak żyli przez tysiące lat, no może z dokładnością do dość powszechnego używania słodzika zwanego miodem, który wyżerali wszędzie na kuli z...

Pies

 Śniło mi się, że podróżując po Australii spotkałam psa, który mówił 57 językami, ale nie rozmawiał z ludźmi, bo nie warto. Do mnie odezwał się tylko dlatego, że próbowałam odebrać mu mój portfel, który właśnie próbował zeżreć. Pies miał mordkę identyczną z naszym najnowszym nabytkiem. Teraz patrzę na tego naszego podejrzliwie.  Procesy w mózgu to dziwna sprawa.

Energetyka poproszę!

 Z początkiem roku wszedł w życie zapis o zakazie sprzedaży energetyków osobom niepełnoletnim. Mam wrażenie, że wszedł w życie głównie pod naciskiem nauczycieli mających nastoletnich uczniów, których to nauczycieli energetyki kluły w oczy i dawały im poczucie braku kontroli. Bo przecież dorzucanie zajęć i prac domowych tak, żeby dziecko nie miało czasu na życie, jest ok. Ratowanie się kofeiną przez dziecko ok nie jest. "Bo oni grają po nocach i potem chodzą niewyspani"   Przysypiająca pani nauczycielka z kawusią na biurku jest spoko, ale ty smrodzie znaj swoje miejsce w szeregu. Jak bardzo coś z nami dorosłymi jest nie w porządku? Może paniom nauczycielkom by tak kawy zakazać?I niech chodzą wcześnie spać a nie ziewają na lekcjach. Tak na marginesie, stara jestem, więc pamiętam wprowadzanie zakazu sprzedaży piwa i zakaz sprzedaży papierosów. Czy dzięki temu młodzież przestała pić i palić?  Pali mniej, bo bardziej trendy się zrobiło wapowanie. I pije mniej, bo bardziej...

Jeszcze trochę o byciu rodzicem

 Właściwie to mogę sama przed sobą przyznać, że bycie mamą jest moją najważniejszą rolą. Zadaniem, o którym myślę w pierwszej kolejności myśląc o sobie. Mimo że wcale nie jest to rola dla której poświęcę inne.  Oraz absolutnie nie jestem osobą rozczulającą się nad każdym wózeczkiem, nigdy nie wyrywałam się do brania niemowląt na ręce, bo one z każdej strony pachną nie ten tego i nie wiadomo z której gorzej. A większe dzieci są wrzaskliwe i męczące. A potem pyskują i krytykują. I zawsze pomiędzy chorują i generują stresy. Niemniej zawsze chciałam mieć dzieci, gdyby mnie było stać fizycznie i finansowo - mogłam ich mieć więcej i uważam, że nie ma nic bardziej fascynującego od towarzyszenia w rozwoju nowej istoty od komórki po dorosłość. To tyle tytułem wstępu, a dzisiejsze rozważania sponsorowane są przez świeżo przeczytany artykuł na temat nadopiekuńczości rodziców, a konkretnie na temat tego, że nadopiekuńczość jest przemocą. Oraz że nasze dzieci od pierwszej świadomej chwili ...

Domyślny rodzic

 Obejrzałam niedawno opowieść kobiety o tym, że nie chciała być matką ze względu na to, że  matka zawsze jest domyślnym rodzicem. To taka chwila olśnienia, dlaczego bywam sfrustrowana chociaż przecież mój partner aktywnie uczestniczy w wychowaniu i opiece nad dziećmi. Jednak niezależnie od tego ile pracy wykona, to on mi "pomaga", a ja jestem domyślnym rodzicem odpowiedzialnym za całość w postrzeganiu dzieci i otoczenia.  W naszym kręgu kulturowym mężczyzna zawsze tylko pomaga, przy dzieciach, w domu, to tylko jest jego dobrowolna pomoc a nie wykonanie swoich obowiązków przy swoich dzieciach i swoim domu. A skoro pomaga, to może mu nie wyjść, może coś przeoczyć, może coś odpuścić bo np chce pograć albo musi pracować (co w przeciwieństwie do dzieci, jest jego obowiązkiem). Z reklamacjami w tych wszystkich przypadkach otoczenie i dzieci zwrócą się do matki.  Np moje dzieci zapytają mnie o czyste majtki, zmianę prześcieradła, pomidorka do kolacji i picie do szkoły, a je...

chwile kiedy social media mnie przerażają

 W sumie nie, social media jako koncept są mi dokładnie obojętne. Czasem przerażają mnie stojące za nimi algorytmy i nienadążające za algorytmami i wzrastającą mocą obliczeniową prawo. Bardziej widoczne są algorytmy stojące za reklamami, gdy rozmawiasz o czymś, a chwilę później twój FB pokazuje Ci tematyczne reklamy, albo Google już wie co chcesz wyszukać i też ma kilka odpowiednich linków sponsorowanych. Oficjalnie żadna z tych korporacji "nie słucha".  Tym razem za kilka sekund przerażenia odpowiada TikTok. Jakiś czas temu trafiłam na info, że TT używa algorytmów podobieństwa. Czyli on nie słucha a patrzy. Tobie prosto w zapatrzone w feed ślepka. I reaguje. Na to jak wyglądasz. Na to jak reagujesz. Przez chwilę zastanawiałam się na ile to może wyjaśnić kierunek, w którą odpłynęła zawartość mojej strony głównej, ale nie znalazłam nic więcej na temat i zachowałam się jak nasi prawodawcy, skoro to jest zbyt mętne i zbyt mało widoczne, to nie warto się zastanawiać. Zwłaszcza, ż...

waga

 Podobno kobietę łatwiej namówić do podania wieku niż wagi.78. Jakoś nie mam z tym problemu, chociaż może nie rzucałabym liczbami na mównicy. Mniej więcej tyle samo od kilkunastu lat. Na samą myśl, że powinnam schudnąć, zaczynam żreć jak dżdżownica - bez przerwy. Może dlatego, że okres, kiedy ważyłam 48 był absolutnie najgorszy w moim życiu, pod każdym względem. Wewnętrznie mam strach przed byciem szczupłą z całym tym pakietem nieszczęść. Z liczbą problemu nie mam. Z konsekwencjami, za nią idącymi, już bardziej. Bo owszem, co jakiś czas komuś nie pasuję do wizji, ktoś próbuje mnie nauczyć zdrowego odżywania, albo wytłumaczyć, że cukier zabija i uzależnia. Which is not true. Cukier jest niezbędny do życia. I nie wiem jak reszta świata, ale dla mnie wyeliminowanie go w tej najprostszej formie  nie jest problemem. A poza tym przykładam dużą wagę do tego co i jak jem. Czytam etykietki, sprawdzam zależności. Po prostu nie czuję potrzeby zbawiania świata przy tej okazji.

Muminki stosują pozytywny labeling

Nie czytałam Muminków w dzieciństwie, a nawet gdybym czytała to i tak - powrót do literatury dziecięcej kiedy już masz na swoim grzbiecie bagaż doświadczeń - to całkiem nowa jakość. Ostatnio czytaliśmy "Muminek i zaginiona luneta" . Muminkowi ginie luneta (jak łatwo się domyślić...), Mała Mi twierdzi, że ukradli ją Topik i Topcia, mama Muminka wysuwa teorię, że ktoś pewnie lunetę pożyczył i na pewno odda. Topik i Topcia oddają lunetę a Muminek podkreśla, że bardzo o nią dbali i w nagrodę powinni przez jeden dzień w tygodniu ją użytkować. Topik i Topcia w efekcie bardzo dbają o lunetę. I tak to w skrócie mamy pozytywne działanie zjawiska naznaczania społecznego. Coś czego dorośli nie rozumieją. Może nie czytali Muminków a może zapomnieli, a może po prostu cała nasza kultura nakierowana jest na negatywny labeling. Bo negatywne działanie naznaczania społecznego łatwo można napotkać - witamy  w każdej korporacji, gdzie standardowo zakłada się, że każdy pracownik jest przeciętn...

Rysunek dla Poli

Maruniowaty rysuje. Rysując opowiada całą historię - t u rośnie drzewo, ale ma tylko jedno jabłko, bo było za mało podlewane. Ludzik zrywa jabłko, a tak w ogóle pada deszcz. Deszcz, nie burza, bo burza niszczy drzewa. Ale tak naprawdę to najważniejsze jest, że to rysunek dla Poli. Mamo schowajmy rysunek, żeby Piotruś nie zniszczył (Pietrucha łypie czujnie zza rogu szafki niszczycielskim okiem bazyliszka), bo mamo jak Pola przyjdzie to jej dam, bo to jest rysunek dla Poli. Pola to przyjaciółka ze żłobka. Po pójściu do przedszkola dzieciaki widziały się jeszcze kilka razy, ale teraz szansa na wręczenie rysunku jest żadna. Pola z rodziną wyprowadziła się do innego miasta. Tak sobie myślę, że wiek temu posiadanie przyjaciela od kołyski nie było niczym dziwnym. Ludzie zwykle pozostawali w tej samej okolicy i tych samych relacjach. I na dobre i na złe. Teraz międzyludzkie relacje trwają kilka lat i to przy dobrych wiatrach. Równolegle czytam książkę Randi Zuckenberg o tym jak FB pozytyw...

Po co mama wraca do pracy

Zaniosłam Pietruchę na przegląd do pediatry. Nasza pani pediatra w porywach widywała nas dwa razy na tydzień i co drugą wizytę wypisywała skierowanie do szpitala. To jest lekarz, który nie rozpoznaje połowy pacjentów, ale nas widzi z daleka, tak często bywaliśmy. Przez ostatnie pół roku na mój widok pytała czy się dobrze czuję, czy nie jestem chora, jak sobie radzę etc. Na ostatniej wizycie stwierdziła, że wyglądam wreszcie na wypoczętą i w ogóle kwitnąco. 2 miesiące temu wróciłam do pracy. Jestem zmęczona, ale jestem szczęśliwa. W ciągu ostatnich 2 lat dom stał się dla mnie więzieniem, bez możliwości wyjścia najpierw ze względu na problemy ciążowe, potem ze względu na stan dziecka. 2 lata, kiedy rozmowa z dorosłym człowiekiem była wielkim świętem. To był jeden z najbardziej samotnych okresów w moim życiu. Szczerze podziwiam mamy, które odnajdują się w takim życiu, zwłaszcza te, którym przyszło walczyć z przewlekłą chorobą dziecka. Niedawno przeczytałam artykuł o kobietach zwalnian...

Po dniu ojca

Mój tata nie żyje od ponad 3 lat. Z pamięci najczęściej wypływają dwa obrazki: "Tata oddaje mi swój kawałek czekolady." Zawsze oddawał. To były czasy, gdy czekolada była cenną zdobyczą i podstawowym dobrem na łapówki. Te zdobyte i przeznaczone do zjedzenia były wydzielane po kawałeczku i sprawiedliwie dzielone między domowników. Tata twierdził, że nie lubi. O tym, że mój tata uwielbia czekoladę dowiedziałam się już jako dorosły człowiek. To wspomnienie wypływa zawsze, gdy odruchowo syczę na małżonka "nie rusz, to dla dzieci". "Maruniowaty i dziadek". Mój kilkumiesięczny synek uczy się siadać chwytając dziadka za palec. Dziadek wyciąga palec nadludzkim wysiłkiem. Mój tata przeżył prawie półtora roku w terminalnym stadium raka -całą moją ciążę i 6 miesięcy życia małego człowieka - żeby mnie nie martwić w trudnym okresie. Pod koniec był już niemal całkowicie sparaliżowany i nie mógł nic jeść. Zmarł wkrótce po tym, jak dowiedział się, że znalazłam pracę i d...

duży człowiek vs mały wirus

Upał, w sypialni 27 stopni, a ja pod zimową kołdrą i dwoma kocami marznę jakby mnie ktoś wrzucił do przerębla. Dziecko sprzedało mi trzydniówkę. Kilka dni temu to starszy obnosił 39 stopni po okolicy. Ani z nim ani ze sobą nie wybrałam się do lekarza. Nie wierzę w leczenie kozim mlekiem i ziółkami, zwłaszcza że obaj moi synowie urodzili się dzięki nowoczesnej medycynie, ale średnio kumaty rodzic jest w stanie wyleczyć kilkulatka z kataru, drobnego przeziębienia czy sztandarowego trzy dniowego wirusa. Dopóki jestem na urlopie wychowawczym, to mam ten komfort, że chore dziecko mogę po prostu zatrzymać w domu, posadzić na kanapie, wcisnąć do ryjka środek przeciwgorączkowy, kontrolować picie i nie ciągać go niepotrzebnie po przychodniach. Oczywiście po powrocie do pracy trzeba będzie z każdą, nawet jednodniową niedyspozycją dziecka lub moją, taszczyć się do lekarza i to jest paranoja. Interniści i pediatrzy tracą czas na przypadki, które wymagają tylko wypisania trzydniowego zwolnienia. W ...

Pamięć dziecka

Synek znajomej twierdzi, że pamięta wszystko. Mama przedszkolanka się z tego śmieje. To pewnie dziecięca zabawa, ale jeśli nie to ... na koniec dnia rodzicom nie zawsze jest do śmiechu. No i oczywiście każdy maluch zapamięta każde "kulwa" i "cholela", bo jakżeby inaczej (starszy częstuje młodszego tekstem "przestań krzyczeć, bo mnie głowa boli", taaak). Pamięć dziecka to fascynujące zjawisko. Przynosimy do domu taką zamotaną w becik kluskę, która nie mówi i automatycznie zakładamy, że skoro nie mówi, to nie myśli i nie zapamiętuje. Przykładamy własne wzorce, a toto przecież musi myśleć i zapamiętywać, bo się uczy. I tak to pewnego dnia zaczyna gadać. Oczywiście czekasz, aż przemówi do ciebie per "mama", a ono od razu z wysokiego c "mlekaaa!" (tak zrobił Maruniowaty), "daj mi, daj mi!" (a to standardowy występ Pietruchy). A jak już zaczyna składać zdania, uzyskujesz wgląd w ciemną studnię pozornej niepamięci i robi się zabawni...

Nocleg z dzieckiem, czy to da się przeżyć?

Podziwiam szczerze rodziców wyjeżdżających "na wczasy" z dziećmi do maleńkich pokoików w pensjonatach. Rozumiem kwestie finansowe, ale w tej samej cenie co pokój w pensjonacie, można znaleźć mieszkanie wakacyjne, szumnie zwane "apartamentem". No dobra, te apartamenty często mają 30m2 i nie ma w pakiecie jedzonka, ale tak naprawdę istotna jest sypialnia na maluchów i kuchenka. A co mnie tak naszło? A naszło mnie, bo kilka dni temu musieliśmy wyjechać w Polskę, trasa była za długa, żeby od razu wrócić, więc nocowaliśmy w pensjonacie właśnie. Owszem dostaliśmy pokój, gdzie wygodnie dało się ustawić łóżeczko. Godzina 20, układamy malucha, otulamy, gasimy światła, wstrzymujemy oddech... Dziecko czujne jak ważka, staje do pionu jak tylko usłyszy szelest. Wyłączamy tablety, telefony i tkwimy bez ruchu do 22. Nie ma mowy o rozmowie, nawet szeptem, małżonek i ojciec dzieciom zapewne w duchu rozpacza nad tym piwem, co sobie skrzętnie przyniósł do pokoju. Ja w duchu dziękuję w...

Czytania nigdy za wiele

Czytam, odkąd mam dziecię, z którym trzeba siedzieć w domu, czytam nawet więcej. Z tą różnicą, że książki zamieniłam na czytanie na smartfonie. Czyli e-bok, albo blogi. Dziś przeczytałam taki zestaw: http://nietypowamatkapolka.blogspot.com/2015/04/matka-polka-uciemiezonanowy-rodzaj.html http://biegiemprzezpola.blogspot.com/2015/03/cztery-medale-weroniki.html Trzeba patrzeć na tą piękną stronę życia.

Dzieci cywilizowanych ludzi

Kwitniemy sobie na SOR'e. SOR to cudne miejsce do obserwacji, od razu się budzi moja dusza socjologa. Oczywiście jest co najmniej jedno dziecko wychowywane bezstresowo. Za maluchem lata mama i babcia powtarzając monotonnie "Tego nie wolno kochanie, to nie twoja zabawka, nie rusz chłopczyka" . Nie próbują go ani czymś zająć, ani spacyfikować. Zapewne dziecko ma się "rozwijać naturalnie". A dziecię zabiera cudze zabawki, szturcha inne dzieci i ogólnie docenia każdym swym ruchem bezstresowość wychowania, w kolejnym etapie rodzice pewnie będą się procesować ze szkołą ograniczającą ich cudowne dziecko. Tak zdaję sobie sprawę, że jakby mama próbowała tego malca spacyfikować, to byłby płacz. A tak płacze mój maluch, obudzony kolejnym kuksańcem bezstresowca. Staram się delikatnie odsunąć to bezstresowe dziecko, babcia powtarza "kochanie nie rusz chłopca" , oj to naprawdę wygląda śmiesznie. Starszy chłopiec proponuje rozbisurmanionemu maluchowi swój tablet ...

I po walentynkach.

Tak między nami to lubię walentynki. Co z tego, że święto importowane i komercja. Komercja jest przy okazji każdego święta i założę się, że była odkąd człowiek wymyślił pieniądz. A import trochę innych nastrojów nie zaszkodzi, bo u nas to święta zawsze takie napuszone i poważne. Lubię walentynki i chętnie spędziłabym ten wieczór z małżonkiem z opcją dobry alkohol i miłe dekoracje. No ale są dzieci. Co na to wszechwiedzące blogowe poradniki? Ależ - zostaw dzieci z sąsiadką, znajomymi, lub rodziną. Dbaj o relacje z mężem. No usmarkać ze śmiechu się można, fascynująca jest popularność miejsc z takimi poradami. Chwileczkę - tylko odpędzę ten tłum sąsiadek chętnych opiekować się moimi dziećmi. Jeden problem - żadna z sąsiadek nie rozpoznaje mnie na ulicy innej niż nasza. W tej okolicy więzi sąsiedzkie rozpadły się jakiś czas temu. Rodzina raczej sama potrzebuje pomocy. A znajomi wyrośli z dzieci. Realistyczna opcja to opcja płatna, ale już dawno nie skorzystaliśmy z takiej opcji weekendow...