... trochę lepiej, lub trochę gorzej... Pan Pietruszka jest wielbicielem hałasu, nie, wróć, jest wielbicielem muzyki. I teraz, jak nie ma Maruniowatego, w domu króluje muzyka dla dzieci. (Jak jest Pan Maruniowaty, to do głosu dochodzi Traktor Tom). Nie jestem zwolennikiem pasienia dzieci muzyką "dla dorosłych", a raczej - nie tylko dla dorosłych. Dobra muzyka co prawda nie zna granic wiekowych, ale piosenki dla małych dzieci mają też za zadanie oswoić dziecko z językiem. Naprawdę to większość współczesnej twórczości do tego celu się nie nadaje, no chyba że w ramach eksperymentu chcemy sobie wyhodować dziecię wypowiadające się w stylu "weź mnie na densflor zrobię ci hardkor". Nie nadają się też towarzyszące takiej muzyce obrazki. (Jej, czy ja brzmię jak stara, konserwatywna matrona? No cóż, dajcie mi czekolady) Niestety albo nie umiem szukać, albo polskie piosenki dla dzieci to jest pomór i zaraza. Albo Shazza style, albo Fasolki, które już jako dziecko uważał...