Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą Maruniowaty i Pietrucha

muki

muki i ijaki jadą - oświadczył Pietruszka na widok obrazka na którym w wagonikach jadą krowy i konie. Nie wróżę mu łatwego dogadania się z resztą społeczeństwa.

Książka dla dużego i malego, Findus się u nas pojawił.

Są takie książki, które dotykają paluchem żywych emocji. Raczej nie spodziewam się ich wśród opowiadań dla dzieci, ale... "Kiedy mały Findus się zgubił" dotyka. Samotność człowieka, dla którego jedynym powodem do wstania rano jest mały kotek dotyka chyba bardziej emocji dorosłego niż dziecka. Bez wątpienia dotyka też moich osobistych wspomnień. Młody chyba przefiltrował treść przez własne wspomnienia przyjaźni z naszymi już nie żyjącymi kotkami, w każdym razie historia go wyraźnie wciągnęła. A książeczka znajdzie u nas swoje miejsce, bo o to po raz pierwszy Pan Maruniowaty wspólnie ze mną przeczytał tak długą opowieść, czytaliśmy trzy dni. Wracaliśmy wspomnieniami do poprzednich stron upewniając się, czy wszystko pamiętamy. Szukaliśmy na złożonych ilustracjach odniesień do treści. To też duży krok od serii z Kicią Kocią (nadal dominującą w naszym domu, Pietrucha złapał bakcyla, wierszyków nie lubi, woli Kicię Kocię), z uproszczonymi ilustracjami, do naprawdę złożonych obra...

Rozwój mowy

Maruniowaty uczył się mówić jakby składał puzzle. Po kawałku dobierał słowa do zdania. Kombinował z formą gramatyczną. Niektóre błędy długi czas stanowiły domowy żart, jak to, że da coś mamusiowi i tatusiowi. Pietrucha ma tendencje do tworzenia swojego języka. Wprowadza kolejne określenia dzwięko-naśladowcze, których starszy nigdy nie używał, a które są tak oczywiste i zrozumiałe, że odbiorcy nie chce się poprawiać. I tak mamy "miau"(kot) "hau" (pies), "ciu-ciu" (ciuchcia... nie cukierek), "brum" (samochód), "am" (jedzenie) i masa innych doraźnie. Powoli niepokoi mnie, że te dzwięko-naśladowcze określenia wynikają z problemów z wymową. Już kilka miesięcy temu Pietrucha zaczął składać całe zdania, w poprawniej formie gramatycznej, ale wymowa była fatalna - taka, że tylko najbliżsi mieli szansę wyodrębnić słowa. Ostatnio porzucił te zdania na rzecz prostych dźwięków naśladujących otoczenie. Co więcej trudno mu się skupić na wysłuchiwaniu...

Jak rozmawiać o śmierci

Na przystanku mama z przedszkolakiem. Dzieciak patrzy na sznur samochodów i ubawiony opowiada, że jakby go przejechał samochód to będzie z niego śmieszny placuszek. Oboje się śmieją z tego placuszka. Ja moim dzieciom mówię, że jak przejedzie ich samochód to będzie koniec. Będzie cię bardzo bolało, a potem już cię nie będzie wcale. Nie wiem czy robię dobrze, ale oddzielanie dzieci od wiedzy o śmierci, zamienianie śmierci w bajkową zabawę, wydaje mi się nie na miejscu. Śmierć jest i dotyka nas często. Tak, jak do dziecka dotrze "nie będzie cię wcale i na zawsze", to jest zszokowane. Tak, teraz bardziej uważa na samochody. Maruniowaty doświadczył śmierci poprzez niespodziewane odejścia trójki naszych zwierząt. Wiele miesięcy zajęło mu zrozumienie, że piesek już nie wróci i śmierć jest nieodwołalna.

Złoty stok - wakacje z dziećmi, kolejne podejście

Kiepski moment na myślenie o wakacjach, co? No chyba, że zimowych... ale my na wakacje, a raczej na dogrywkę urlopową wybraliśmy się w listopadzie i nie w ciepłe kraje a "w Polskę". Do kotliny kłodzkiej konkretnie. Nie wypoczęliśmy, nie będę oszukiwać. Jakiś miliard razy powtórzyłam "chłopcy przestańcie" (bić się, wrzeszczeć, oblewać się, popychać). No niewątpliwie zajęliśmy głowy czymś innym niż praca. Wyjazd z małymi dziećmi całkiem poza sezonem ma sporo zalet. Na przykład takie, że wszelkie atrakcje służące temu, by dziecko wymusiło kasę na rodzicu, są zamknięte. Nie ma dmuchańców, gofry nie wyglądają zza każdego rogu. Ceny są niższe. Mniej ludzi w restauracjach obserwuje walkę rodziców by usadzić i nakarmić pociechy. Akurat w kotlinie kłodzkiej sezon trwa cały rok. Co prawda fontanny wyłączyli, i część rzeczy czynna jest krócej, ale to tyle. Wadą wyjazdu w okresie październik-listopad jest wczesny zmierzch. Wieczorem raczej nie poszalejemy z dziećmi na placu ...

Nieźle śpiewa jak na dziecko, które jeszcze nie mówi

Jedzie po ba ba ba ba baaa  śpiewa Pietruszek ciągnąc ciuchcię z wagonikiem. Melodia"jedzie pociąg z daleka" wychodzi mu całkiem wyraźnie. Momentami da się odróżnić także słowa. Problem jest jeden - w połowie zwrotki pociąg dojeżdża do nierówności na kanapie, która powoduje odłączenie wagonika. Zaś odłączenie wagonika powoduje wrzask. Pietruszka jest zdeterminowany aby zrealizować koncepcję obejmującą przejazd pociągu wraz z odśpiewaniem całej zwrotki. Waga, jaką mały przykłada do muzyki, jest czymś całkiem odmiennym niż u starszego. Wpływa także na wybór bajek, muszą być z dobrą oprawą muzyczną. Świnka Peppa fałszuje, co wyraźnie irytuje najmłodszego. Chodź, włączę ci Maxa i Ruby - wołam. Rubi? - upewnia się tuptając do telewizora. Jak na niemówiące jeszcze dziecko ... całkiem nieźle gada. Rzuca od niechcenia jakiś tekst w rodzaju "gdziejestmarek", po czym wraca do swojego blablania, albo woła "pohehajcie" (no wymowa idealna nie jest) za oddalający...

Nitki

Dzieci wyjechały na wakacje beze mnie, bo ja właśnie wróciłam do pracy. Wcześniej tłumaczyliśmy starszemu, że mama wraca do pracy, żeby zarabiać pieniądze na rzeczy, które kupujemy. Dziecko dzwoni porozmawiać -mamo, czy masz pieniążki? -a na co potrzebujesz pieniążków kochanie? -nooo.... na zabawki i na TWOJE nitki No i wyszło, że pracuję "na nitki". A swoją drogą nie przestaje mnie zdumiewać jak oczywistą rzeczą dla małych dzieci jest telefon. Nawet młodszy "rozmawiał" ze mną.

Pamięć dziecka

Synek znajomej twierdzi, że pamięta wszystko. Mama przedszkolanka się z tego śmieje. To pewnie dziecięca zabawa, ale jeśli nie to ... na koniec dnia rodzicom nie zawsze jest do śmiechu. No i oczywiście każdy maluch zapamięta każde "kulwa" i "cholela", bo jakżeby inaczej (starszy częstuje młodszego tekstem "przestań krzyczeć, bo mnie głowa boli", taaak). Pamięć dziecka to fascynujące zjawisko. Przynosimy do domu taką zamotaną w becik kluskę, która nie mówi i automatycznie zakładamy, że skoro nie mówi, to nie myśli i nie zapamiętuje. Przykładamy własne wzorce, a toto przecież musi myśleć i zapamiętywać, bo się uczy. I tak to pewnego dnia zaczyna gadać. Oczywiście czekasz, aż przemówi do ciebie per "mama", a ono od razu z wysokiego c "mlekaaa!" (tak zrobił Maruniowaty), "daj mi, daj mi!" (a to standardowy występ Pietruchy). A jak już zaczyna składać zdania, uzyskujesz wgląd w ciemną studnię pozornej niepamięci i robi się zabawni...

Jak zrobić muzeum

"Ustawię tu jeszcze kilka samochodzików i mogą przychodzić ludzie, bo to będzie muzeum!" mamrocze przejęty Pan Maruniowaty ustawiając samochody na brzegu wanny. "bo ludzie mogą przychodzić do muzeum i ludzie mogą przychodzić do naszej łazienki, bo to teraz jest muzeum"  Co prawda wizja ludzi odwiedzających moją łazienkę jakoś mnie nie zachwyca, ale zabawa pokazuje, że wizyta w Muzeum Motoryzacji i Techniki w Otrębusach, była dobrym pomysłem. Tak naprawdę do mogliśmy do samego muzeum nie wchodzić, bo pod bramą ustawione są autobusy, w tym piętrusy, do których można wchodzić. No i Genia stoi na wieździe, znaczy ten ... za dużo razy Autka oglądałam, nie Gienia rzecz jasna, tylko samochód z czasów, kiedy samochody jeszcze wyglądały jak powozy bez konia. Jak parkowaliśmy obok, to małemu tak się głowa kręciła, że mało jej nie ukręcił... (a ja niestety nie zabrałam aparatu i nie mam dobrego ujęcia autobusów! Jest za to Gienia z komóreczki) "Za moich czas...

Jak objaśnić dziecku świat?

Zrobiło się nieco cieplej (z akcentem na "nieco"), dzieciaki prawie zdrowe (z akcentem na "prawie", a jakże), nadszedł czas by przynajmniej raz w tygodniu gdzieś rodzinnie ruszyć. Tak żeby było ciekawie dla wszystkich i tak żeby dało się wyrobić między jedną inhalacją a kolejną. Jednym z pomysłów było muzeum kolei w Sochaczewie. To oddział muzeum warszawskiego, więc mniej więcej wiedziałam czego się spodziewać. Dla dorosłych - oba te muzea to rozpacz i żenada i trzeba się nastawić, że oglądasz to jak kreskówkę, nie zastanawiając się nad realiami. No i musisz jeszcze zignorować otoczenie muzeum. Absolutnie wszystkie eksponaty są wyprute z zawartości i słabo (albo i wcale) opisane. Takie wydmuszki. A dookoła bloki mieszkaniowe. Dla dziecka 2-4 lata - prawie raj na ziemi. Bloków nie widzi, bo patrzy niżej, a dookoła milion Starych Pitów . Sochaczew wypada lepiej niż Warszawa, tu przynajmniej rdza nie wyłazi spod farby, a informacje nie są w postaci naklejonych ...

śpiewać każdy może

 ... trochę lepiej, lub trochę gorzej... Pan Pietruszka jest wielbicielem hałasu, nie, wróć, jest wielbicielem muzyki. I teraz, jak nie ma Maruniowatego, w domu króluje muzyka dla dzieci. (Jak jest Pan Maruniowaty, to do głosu dochodzi Traktor Tom). Nie jestem zwolennikiem pasienia dzieci muzyką "dla dorosłych", a raczej - nie tylko dla dorosłych. Dobra muzyka co prawda nie zna granic wiekowych, ale piosenki dla małych dzieci mają też za zadanie oswoić dziecko z językiem. Naprawdę to większość współczesnej twórczości do tego celu się nie nadaje, no chyba że w ramach eksperymentu chcemy sobie wyhodować dziecię wypowiadające się w stylu "weź mnie na densflor zrobię ci hardkor". Nie nadają się też towarzyszące takiej muzyce obrazki. (Jej, czy ja brzmię jak stara, konserwatywna matrona? No cóż, dajcie mi czekolady) Niestety albo nie umiem szukać, albo polskie piosenki dla dzieci to jest pomór i zaraza. Albo Shazza style, albo Fasolki, które już jako dziecko uważał...

Pierwsze słowa ... przez telefon.

Pan Pietruszka trzyma zabawkowy smartfon przy uchu i w skupieniu mówi do niego "alo? Alooo?" To chyba można uznać za pierwsze słowo? A tak w ogóle to pierwszego słowa, wyraźnie oddzielonego od pozostałych, chyba nie będzie. Maluch próbuje wymawiać wiele wyrazów z mniejszym lub większym przybliżeniem. "Mama" i "Tata" wychodzą mu całkiem nieźle, ale też "co to?", "po co?", "daj mi", "dostałem" i masa innych zbitek dwu - trzy wyrazowych, wymawianych niewyraźnie i raczej jako śpiewna sekwencja dźwięków, a nie wyrazy. Zupełnie inaczej to przebiega niż nauka mowy u Maruniowatego, który najpierw nauczył się mówić "mleka!" i "nie", potem długo, długo nic, a potem zaczął sypać kolejnymi wyrazami wymawianymi już dość sprawnie. A tym czasem Pan Maruniowaty przejmuje zabawkę i kontynuuje rozmowę telefoniczną: "dobra, dobra, no kupiłem banany i pączki tak, dzidziuś znów był w szpitalu, no to na r...

Dzieci cywilizowanych ludzi

Kwitniemy sobie na SOR'e. SOR to cudne miejsce do obserwacji, od razu się budzi moja dusza socjologa. Oczywiście jest co najmniej jedno dziecko wychowywane bezstresowo. Za maluchem lata mama i babcia powtarzając monotonnie "Tego nie wolno kochanie, to nie twoja zabawka, nie rusz chłopczyka" . Nie próbują go ani czymś zająć, ani spacyfikować. Zapewne dziecko ma się "rozwijać naturalnie". A dziecię zabiera cudze zabawki, szturcha inne dzieci i ogólnie docenia każdym swym ruchem bezstresowość wychowania, w kolejnym etapie rodzice pewnie będą się procesować ze szkołą ograniczającą ich cudowne dziecko. Tak zdaję sobie sprawę, że jakby mama próbowała tego malca spacyfikować, to byłby płacz. A tak płacze mój maluch, obudzony kolejnym kuksańcem bezstresowca. Staram się delikatnie odsunąć to bezstresowe dziecko, babcia powtarza "kochanie nie rusz chłopca" , oj to naprawdę wygląda śmiesznie. Starszy chłopiec proponuje rozbisurmanionemu maluchowi swój tablet ...

Model

Pan Maruniowaty cierpi nad kolacją. Minę ma taką, jakbym co najmniej zmuszała go do jedzenia zgniłych jaj na surowo. Nie mam już siły się złościć, więc zaczynam się śmiać i wyciągam aparat. Zrobię ci zdjęcie z taką miną nad jedzeniem i później przypomnę jak wyglądałeś nad jedzeniem! W głębi czarnej duszy już sobie wizualizuję, że za kilkanaście lat pokażę to zdjęcie jego dziewczynie. Pan Maruniowaty na widok obiektywu natychmiast serwuje minę "jestem uroczy" oraz uśmiech nr5. Temu dziecku nie da się zrobić brzydkiego zdjęcia. Nawet jak zawiesi się w czasie ubierania, z jedną skarpetką w ręku, to też w takiej pozie, że tylko zdjęcia robić i magazyn z półki fashion wydawać. Najwyraźniej fotogeniczność, to nie tylko kwestia urody, ale jakiś dodatkowy zmysł. I mam nadzieję, że jednak nie wybierze kariery w modelingu, bo trochę byłoby mi wstyd.

Clock

A wiesz mamo, że clock to zegar?  Ten nasz zegar to też clock!  A snow to śnieg!  Nie ma snoła.  A jak jest masło? Od czasu do czasu Pan Maruniowaty ma atak anielskiego. To miło, że taktyka pokazywania mu wyłącznie anglojęzycznych bajek niemal do trzeciego roku życia, teraz zaprocentowała. Chociaż owszem, bywa to irytujące, bo raz, że przymusowo rozszerzyłam swój słownik o wyrazy całkowicie zbędne mi do szczęścia (naprawdę nie muszę wiedzieć jak jest szewc i karuzela, ale oglądając bajki nie da się tego uniknąć), dwa że czasem muszę się nieźle wysilić, żeby zrozumieć o co chodzi przedszkolakowi sepleniącemu w języku obcym. A wiesz mamusiu, że łejn to deszcz? ?? łejn! rain kochanie no mówię, łejn, a potem jest łeinboł. Szkoda, że tej samej metody nauki nie da się zastosować do młodszego, ale przy dwójce dzieci nie sposób skłonić jednego, żeby spokojnie oglądał wybrane bajki.

efekt synergii

Pan Pietruszka bawi się na podłodze. Wyjątkowo spokojnie, bo już wieczór i maluch zmęczony usiadł wreszcie na zadku. Wpada Pan Maruniowaty, wracający z przedszkola. Nagle mam wrażenie, że wszystko wybuchło. Jeden coś chce, drugi piszczy. Jeden lata, drugi go ciągnie za spodnie. Wysypują sobie zabawki na głowy, w powietrzu śmigają klocki, przeskakuję nad smochodzikami wyjeżdżającymi znikąd. "Jak oni są dwaj na raz, to mam wrażenie, że wszystko jest w ruchu" mówię do męża. "Jakbyśmy byli w korporacji, to bym ci powiedział, że właśnie osiągamy efekt synergii" No właśnie - można by tłumaczyć na takim przykładzie sens synergii, tylko kto by to wtedy wpisywał w cele biznesowe?

Dwójka bez sternika

Od 6 miesięcy tkwię w domu, wychodząc jedynie do lekarza. Kiedy następują te trzy do czterech dni w miesiącu, kiedy młodszy jest zdrowy, to chory jest starszy. Dobrze, że w Polsce broń palna nie jest dostępna, bo około godziny 16 mój poziom agresji względem świata pozwalał by na strzelanie z okna do dowolnych celów ruchomych.  Ale ja nie o tym.  Do niedawna sytuacja, w której oba maluchy zostawały się w domu, oznaczała całkowitą katastrofę. A teraz wolę jak są obaj, jak już mają chorować - to razem. Zajmują się sobą, ganiają dookoła pokoju, dzięki czemu o 12 młodszy pada na długą drzemkę, a wieczorem starszy zasypia w locie. Nie nudzą się. Dwójka dzieci potrafi się bawić jednym klockiem. Jak młodszy dla bezpieczeństwa jest włożony do łóżeczka, to starszy przed łóżeczkiem odstawia cyrk i teatr w jednym, a młodszy klaszcze jak przystało na wytresowaną publiczność. Jak młodszy pełźnie do schodów, starszy wrzeszczy tak, że nie przeoczyłabym, nawet jakbym była głucha (a zapewn...