Przejdź do głównej zawartości

Posty

Książki, których nie dokończę, ale i tak uważam, że są ważne

  Mów o mnie ono. Dlaczego współczesne dzieci szukają swojej płci - Joanna Skolińska, Katarzyna Skrzydłowska Testoćpun - Paul B. Preciado   Nie dokończę, bo wiele wątków znam z innych źródeł, hmm, znaczy z social mediów, zwłaszcza jeśli chodzi o "Mów o mnie ono", poświęciłam na ten temat już dłużą chwilę i poświęcę więcej, bardziej interesuje mnie jednak perspektywa jaką sami zainteresowani prezentują na swój temat publicznie. Testoćpuna nie dokończę, bo bardzo nie odpowiada mi forma. Połączenie dziennika z pseudonarkotycznym bełkotem miał zapewne podkreślać wątki farmakologiczne, ale czyni całość ciężkostrawną. Chociaż to pewnie kwestia osobnicza, bo np jedna z recenzji mówi, że wystarczy przeczytać przedmowę Natali Sielewicz żeby zrozumieć książkę - ja uważam, że ta przedmowa jest dowodem na to, że przedmowy powinny być zakazane. To takie podczepienie się pchły pod psa i mówienie "to idziemy", udawanie że ma się ten sam styl co autor i coś więcej do powiedzenia. A...

Fioletowa fala

 Człowiek ma w życiu fazy, kiedy potrzebuje mówić o jakiś jednym, powracającym wątku. Jedni mniej, inni bardziej, ale mamy coś co procesujemy w danym okresie czasu. Takim wątkiem były u mnie relacje między ludzkie kiedy nieuchronnie trzeba się było rozczarować co nie co dorastając. Był czas na mówienie o tym co się zobaczyło, poznało, obejrzało, spróbowało, kiedy człowiek mógł ruszyć się wreszcie ze swojej jaskini. Bardzo absorbującym wątkiem były dzieci, ale dzieci stają się stałym elementem życia, który po prostu jest nieustająco ważny. A teraz niewątpliwie dla mnie to jest starzenie - jako proces nieuchronnych zmian, nie tylko we mnie, ale i w tym jak traktuje mnie otoczenie. Procesowi dojrzewania poświęcamy dużo uwagi jako społeczeństwo, mamy książki, programy i specjalistów. No i na koniec spodziewamy się sukcesu tego procesu w postaci młodego człowieka, który staje na własnych nogach i jest lepszy, mądrzejszy i sprytniejszy od "wapniaków". Starzenie raczej staramy się z...

Bez entuzjazmu

 Poranny przegląd tiktoka powitał mnie dziś ciekawą refleksją o tym z jakim entuzjazmem wstajemy w dni wolne. Otóż misiaczek autor wstał bladym świtem, żeby nacieszyć się aktywnościami, które ma zaplanowane. Oraz przy okazji podzielić refleksją, że ludzie nie potrafią cieszyć się wolnym, skoro śpią do 11. Brakuje im entuzjazmu do tego co robią, więc może powinni znaleźć coś  co wzbudzi ten entuzjazm, bo szkoda życia. Misiaczek na oko ma lat 20 z ogonkiem i całkiem sensowne refleksje odnośnie społeczeństwa. Ogólnie go nie obserwuję, ale lubię jak algorytm mi go podrzuca. Moje dawne dwudziestoletnie ego się z nim zgadza. Moje obecne prawie pięćdziesięcioletnie wcielenie śpi do 11, albo i do 13 jak się da. W moim obecnym wcieleniu dzień wolny od dnia zwykłego różni się właśnie tym, że można spać. W dzień powszedni czasem na sen zostaje 5h, więc spanie jest atrakcją samą w sobie. Trudno żeby reszta wywoływała entuzjazm, bo jest to ten sam set powtarzalnych zdarzeń, minus zadania z...

Dlaczego Polacy nie chcą mieć dzieci

 Mam wrażenie, że każda kolejna wypowiedź dlaczego w PL spada dzietność, jest pięknym przykładem na mansplaining. Ci, którzy nie rodzą i nie wychowują, tłumaczą co zrobić, żeby było lepiej. A już najpiękniejsze są dyskusje PIS PO w sprawie 500 plus. Kaczyński kontra Tusk -  tak konkretnie to jeden dziadek emeryt z drugim dziadkiem emerytem dyskutują jak rodzice wydają pieniądze. Panowie mogli by bardziej efektywnie podyskutować o kosztach leków geriatrycznych, chociaż i to ich niewiele dotyka bo obaj należą do kasty finansowo uprzywilejowanej. Och, tak całkiem na marginesie to utrzymanie niemowlaka kosztuje więcej niż 500 zł miesięcznie. Właściwie to przyczyny niskiej dzietności można by zbadać prostą ankietą wśród kobiet w wieku rozrodczym, ale na pewno Tusk i Kaczyński wiedzą lepiej, tak bardzo lepiej, że może i z tej lepszości własnej coś urodzą, żeby im tylko żyłka przy okazji nie pękła. Pewnie podstawowa przyczyna jest taka, że kobiety nie są głupie, choć panowie emeryci ...

Witamy analfabetyzm w całkiem nowym wydaniu

 Zadałam pytanie w komentarzu na insta i influencerka (czyż to nie piękne słowo? takie polskie...) odpowiedziała mi "super pytanie, właśnie nagrałam o tym relację". Hmm. Chyba cieszę się, że mogłam pomóc w generowaniu kontentu (kolejne piękne słowo), co może nie być banalne w czasach kiedy na instagrama, tiktoka i twittera trzeba wrzucać coś kilka razy dziennie żeby utrzymać się na powierzchni (wiosłujemy, wiosłujemy!). Czy obejrzałam relację? Nie. Moje pytanie było proste. Wystarczyłoby jedno zdanie odpowiedzi. I nie było aż tak ważne dla mnie, żebym poświęcała czas na oglądanie relacji.  Relacja, story, filmik i inny whatever generuje milion dodatkowych, niewerbalnych bodźców, które są mi całkowicie zbędne. Nawet moda ostatniego okresu: podcasty, generują dodatkowe bodźce poza samym przekazem treści. Jestem osobą o sporej nadwrażliwości na bodźce dźwiękowe i wzrokowe. Kiedy szukam informacji, to chcę ją przeczytać, nie chcę musieć odfiltrowywać jej z dźwięku i obrazu. Tak, ...

łojezu komunisty

 Na polskich niby newsowych portalach przerażone artykuły o "morzu czerwonych flag" w Grecji. I mądrzy ludzie uspokajają, że nie no, nie ma się czego bać, to tylko Grecy dziwni są i nie dostają drgawek na widok sierpa i młota na banerku. Może nie są dziwni. Może po prosu są pragmatyczni? Minęło 30 lat od zmian ustrojowych, a my wciąż żyjemy propagandą i nie potrafimy popatrzeć w lustro i powiedzieć sobie kilku rzeczy. Np takich, że nie chodziło w tych zmianach o wolność Polski ale o wolność globalnego kapitału. I ta wolność nie może być nieskończona i nieograniczana, bo zjada wolność zwykłych Polaków, tak samo jak zjadała ją dominacja ZSRR. Jasne, mnie personalnie jest lepiej w takiej opcji, w poprzednim ustroju pewnie nie dożyłabym tego wieku, ale czy to oznacza, że wszystkim jest lepiej. No tak jakby nie. Zresztą, gdyby nie okres komunizmu, to Polska wyglądała by inaczej, niekoniecznie lepiej. Przedwojenna Polska nie potrafiła rozwiązać problemu chłopów już nie pańszczyźnia...

Praca marzeń

 Dziecko zapytało niedawno jaka jest moja praca marzeń. I oboje zawiesiliśmy się na tej kwestii, bo ja nie mam pracy marzeń, nie mam potrzeby mania pracy marzeń, lubię swoją obecną pracę, mam nadzieję, że tak pozostanie jak najdłużej. A dziecko jest jeszcze w fazie, że praca marzeń powinna mieć to magiczne coś i ja go rozumiem.Trochę mam poczucie, że dorośli za szybko odzierają dzieci z marzeń pchając na kursy programowania i inne takie "praktyczne", a nie jesteśmy w stanie przewidzieć jakie faktycznie umiejętności pozwolą znaleźć kiedyś pracę. Ta szczypta fantazji jest niezbędna żeby zebrać pozornie bezsensowne umiejętności, których mieszanka przyda się kiedyś na całkiem innym polu. Nie ma sensu, żeby dzieci patrzyły pragmatycznie.  Moją pracą nie da się pochwalić. Nic w niej fancy. Nie rządzę stadem ludzi, nie piszą o mnie w social mediach, nawet nie mam "senior" przed stanowiskiem. I nic z tego nie uważam za wadę. Moja praca zapewnia mi sensowne proporcje kreatyw...