Przejdź do głównej zawartości

Posty

Sweterek młodszego brata

Czym charakteryzuje się sweter młodszego brata? Ano tym, że powstał z resztek włóczki po sweterku przedszkolaka . Pan Pietruszka jeszcze nie wykazuje preferencji kolorystycznych, a ja musiałam zużyć resztę czerwonej i szarej Himalaya Everyday. W sumie to 3/4 szarej i 3/4 motka czerwonej. Sweter miał mieć linię wyszczuplającą właściciela, który do najlżejszych nie należy. Udało się całkiem ładnie. A w ogóle to całość zrobiona już miesiąc temu, tylko jakoś nie mogła się doczekać na tą minutę, kiedy dzieci nie będzie i będzie można dzianinę rzucić na płasko i cyknąć fotkę. Sweter zrobiony od dołu do góry  mniej więcej w jednym kawałku. Rękawy powstają poprzez dodanie oczek w przedniej części, a następnie dobieranie z brzegu przy robieniu tyłu. Jedyny moment, kiedy musiałam użyć igły to wszywanie suwaka i było to ciężkie przeżycie. No bo suwak należy kupić zanim się zrobi sweter, a nie po. Suwaka rozdzielczego nie da się skrócić. Ten tutaj wszyty jest na styk, sięga do granicy st...

Plumpik pan pacynka

Proszę państwa oto Plumpik. Plumpik jest nieodrodnym synem skarpetki i pudełka z guzikami. To jedyne zdjęcie Plumpika jakim dysponuję, więc proszę mi wybaczyć jakość. Stworzenie zostało zawłaszczone przez Pana Maruniowatego i musieliśmy szukać miseczki, aby Plumpik mógł się wykąpać razem z Maruniowatym (na sucho na szczęście!), pudełeczka na łóżeczko, a mini ręcznik został użyty jako kocyk i ogólnie - młody nie spuszcza go z oka i nie wolno go ruszać. Plumpik powstał na przedszkolny konkurs pacynek. Publiczne przedszkola pracują nad wychowaniem rodziców. Nieźle się rodzinnie nagłówkowaliśmy, jak zrobić taką pacynkę. Mordkę udało się zrobić dopiero po wszyciu w skarpetkę kawałka twardej tektury i przydała się wielka gruba, ale ostra igła. Uszy to rogi kołnierza mężowskiej koszuli. Z resztą poszło już łatwo. Aczkolwiek nie sądzę, żebyśmy dotarli na podium, zbyt duży udział w tworzeniu miał Pan Przedszkolak. I nie pozwolił zrobić pacynce wystającego języka. Jeśli wydaje ci się, że ...

Pamięć dziecka

Synek znajomej twierdzi, że pamięta wszystko. Mama przedszkolanka się z tego śmieje. To pewnie dziecięca zabawa, ale jeśli nie to ... na koniec dnia rodzicom nie zawsze jest do śmiechu. No i oczywiście każdy maluch zapamięta każde "kulwa" i "cholela", bo jakżeby inaczej (starszy częstuje młodszego tekstem "przestań krzyczeć, bo mnie głowa boli", taaak). Pamięć dziecka to fascynujące zjawisko. Przynosimy do domu taką zamotaną w becik kluskę, która nie mówi i automatycznie zakładamy, że skoro nie mówi, to nie myśli i nie zapamiętuje. Przykładamy własne wzorce, a toto przecież musi myśleć i zapamiętywać, bo się uczy. I tak to pewnego dnia zaczyna gadać. Oczywiście czekasz, aż przemówi do ciebie per "mama", a ono od razu z wysokiego c "mlekaaa!" (tak zrobił Maruniowaty), "daj mi, daj mi!" (a to standardowy występ Pietruchy). A jak już zaczyna składać zdania, uzyskujesz wgląd w ciemną studnię pozornej niepamięci i robi się zabawni...

Nocleg z dzieckiem, czy to da się przeżyć?

Podziwiam szczerze rodziców wyjeżdżających "na wczasy" z dziećmi do maleńkich pokoików w pensjonatach. Rozumiem kwestie finansowe, ale w tej samej cenie co pokój w pensjonacie, można znaleźć mieszkanie wakacyjne, szumnie zwane "apartamentem". No dobra, te apartamenty często mają 30m2 i nie ma w pakiecie jedzonka, ale tak naprawdę istotna jest sypialnia na maluchów i kuchenka. A co mnie tak naszło? A naszło mnie, bo kilka dni temu musieliśmy wyjechać w Polskę, trasa była za długa, żeby od razu wrócić, więc nocowaliśmy w pensjonacie właśnie. Owszem dostaliśmy pokój, gdzie wygodnie dało się ustawić łóżeczko. Godzina 20, układamy malucha, otulamy, gasimy światła, wstrzymujemy oddech... Dziecko czujne jak ważka, staje do pionu jak tylko usłyszy szelest. Wyłączamy tablety, telefony i tkwimy bez ruchu do 22. Nie ma mowy o rozmowie, nawet szeptem, małżonek i ojciec dzieciom zapewne w duchu rozpacza nad tym piwem, co sobie skrzętnie przyniósł do pokoju. Ja w duchu dziękuję w...

nie tylko lofty

Mam słabość do architektury fabrycznej i w ogóle ceglanej. No nie, w lofcie z dwójką małych wrzaskunów na pewno nie chciałabym mieszkać ( bo zapewne oszalałabym od pogłosu wrzasków) ale oglądać ten typ budownictwa lubię. I stąd pomysł na rodzinny spacer po dawnym mieście faktycznym. Dobre przy założeniu, że dzieci są wystarczająco małe żeby cieszyć się samym spacerem z rodzicami, bo na atrakcje pro dzieciowe nie ma co liczyć w Żyrardowie. No i należy się wybrać w ciepły dzień, żeby spokojnie cieszyć się spacerem. Nam lekko zadki zmarzły. A to zdjęcie jest zupełnie nie reprezentatywne, ale fajnie wyszło, o. Zdjęcia "kanonicznych" elementów wycieczki wyszły, ale na spacer. Ze strony miasta można pobrać trasę spaceru i to jest dla mnie duży plus wycieczki, etap myślenia "co zobaczyć" odpada, genialne zwłaszcza w momencie, kiedy od hasła "to jedziemy gdzieś" do upychania w samochodzie mija 30 minut i jest poświęcone na wyłapanie potomków. A zresztą z...

Chomiczówka, chomiczówka

 Niewiele osiedli doczekało się własnej piosenki, prawda? Ale nie ma już tamtej Chomiczówki, niezbyt czyste i niezbyt bezpieczne blokowisko zmieniło się w jedno z przyjemniejszych osiedli Warszawy. Zaskakujące jak ładnie się zestarzało to blokowisko z lat '70, podczas gdy niektóre z tego okresu już zmieniły się w slamsy. No i mnie też zmieniła się perspektywa. Wyprowadziłam się kilkanaście lat temu. "Mama, tam jest plac zabaw! I tam też jest plac zabaw. Mama! Plac zabaw! Tam chodźmy i tam chodźmy!". (jedna z tych huśtawek jest "zabytkowa", a jak skrzypi....) Pomiędzy kilkunastopiętrowymi blokami zamknięta jest bardzo duża przestrzeń wspólna. Place zabaw, "górka" do zjeżdżania, zadrzewione tereny do spacerów, asfaltowe uliczki na których bezpiecznie przedszkolak może gonić na hulajnodze a bebikus młodszy na rowerku. Dla moich maluchów wielka atrakcja.  Maruniowaty może z jednego placu zabaw na drugi przejechać na hulajnodze. W miejscu gdzie mies...

Jak zrobić muzeum

"Ustawię tu jeszcze kilka samochodzików i mogą przychodzić ludzie, bo to będzie muzeum!" mamrocze przejęty Pan Maruniowaty ustawiając samochody na brzegu wanny. "bo ludzie mogą przychodzić do muzeum i ludzie mogą przychodzić do naszej łazienki, bo to teraz jest muzeum"  Co prawda wizja ludzi odwiedzających moją łazienkę jakoś mnie nie zachwyca, ale zabawa pokazuje, że wizyta w Muzeum Motoryzacji i Techniki w Otrębusach, była dobrym pomysłem. Tak naprawdę do mogliśmy do samego muzeum nie wchodzić, bo pod bramą ustawione są autobusy, w tym piętrusy, do których można wchodzić. No i Genia stoi na wieździe, znaczy ten ... za dużo razy Autka oglądałam, nie Gienia rzecz jasna, tylko samochód z czasów, kiedy samochody jeszcze wyglądały jak powozy bez konia. Jak parkowaliśmy obok, to małemu tak się głowa kręciła, że mało jej nie ukręcił... (a ja niestety nie zabrałam aparatu i nie mam dobrego ujęcia autobusów! Jest za to Gienia z komóreczki) "Za moich czas...