Przejdź do głównej zawartości

Posty

Drobiazgi

Chciałam zrobić drobiazg w prezencie dla kolegi-tatusia malucha. Padło na prosty śliniaczek. Zawsze mam dużo obaw dając taki prezent, w świadomości masowej rękodzieło nadal funkcjonuje jako jakiś nędzny zastępnik nieosiągalnego dobra ze sklepu. Nieważne że współcześnie rękodzieło jest droższe (droższe nawet jeśli liczyć sam materiał, a nie tylko czas pracy) i trudno osiągalne (ręka do góry kto nauczył córkę/wnuczkę posługiwać się drutami).   W każdym razie w tym przypadku myślę, że prezent został zrozumiany. Kolega swego czasu podarował mi najlepszą na świecie domową nalewkę, więc zakładam, że fabryczna masówka nie stoi u niego na piedestale. Lubię w ludziach chęć własnoręcznego kreowania drobnych rzeczy z swojej rzeczywistości. Wyrwanie się z kręgu "zarób-kup-wydaj". Docenienie procesu wytwarzania.   Analogiczny śliniak, ale w większej i jednocześnie mniej wyrafinowanej wersji, zrobiłam dla Pietruchy, na zdjęciu poniżej już nieco zużyty. Prosty wzór daje możliwoś...

Złoty stok - wakacje z dziećmi, kolejne podejście

Kiepski moment na myślenie o wakacjach, co? No chyba, że zimowych... ale my na wakacje, a raczej na dogrywkę urlopową wybraliśmy się w listopadzie i nie w ciepłe kraje a "w Polskę". Do kotliny kłodzkiej konkretnie. Nie wypoczęliśmy, nie będę oszukiwać. Jakiś miliard razy powtórzyłam "chłopcy przestańcie" (bić się, wrzeszczeć, oblewać się, popychać). No niewątpliwie zajęliśmy głowy czymś innym niż praca. Wyjazd z małymi dziećmi całkiem poza sezonem ma sporo zalet. Na przykład takie, że wszelkie atrakcje służące temu, by dziecko wymusiło kasę na rodzicu, są zamknięte. Nie ma dmuchańców, gofry nie wyglądają zza każdego rogu. Ceny są niższe. Mniej ludzi w restauracjach obserwuje walkę rodziców by usadzić i nakarmić pociechy. Akurat w kotlinie kłodzkiej sezon trwa cały rok. Co prawda fontanny wyłączyli, i część rzeczy czynna jest krócej, ale to tyle. Wadą wyjazdu w okresie październik-listopad jest wczesny zmierzch. Wieczorem raczej nie poszalejemy z dziećmi na placu ...

Trochę sznurka

Przerywamy transmisję z przebiegu frustracji macierzyńskich by zrobić miejsce dla odrobiny sznurka. Od dawna mnie korciło, żeby użyć drutów do czegoś innego niż generacja swetra. I żeby użyć innego tworzywa niż standardowa włóczka. Próbowałam z paskami pociętej bawełny, ale struktura powstającej "dzianiny z dzianiny" dla mnie jest obrzydliwa. A na drutach robię między innymi dla czysto fizycznej przyjemności. I użycie sznurka to ciekawe doznanie. To jest dzianina zrobiona na drutach nr 20, największych jakie mam. Efekt - to jest ciężkie, ale miękkie i przyjemne w dotyku. "To" czyli dywanik łazienkowy, o taki. I od razu widać, że sznurek nie wybacza. Oczka kończące są za luźne. Niektóre oczka brzegowe także. Całość jest dość swobodna w formie i potrafi oddalić się od wersji "prostokąt" w bliżej nieokreślonym kierunku. Co nie zmienia faktu, że praca była ekspresowa a wynik jest użytkowany intensywnie i się sprawdza. Zdjęcia i sam dywanik są sprzed kilku...

co kto rozumie przez zdrowe żywienie

Kiedy dowiedziałam się, że ze szkolnych sklepików mają zniknąć niezdrowe przekąski, pomyślałam "fajnie", nie każdy ma czas szykować wymyślne śniadanka do szkoły, niech dzieciak ma szansę kupić sobie świeżą kanapkę. (Sama nie nosiłam kanapek do szkoły, bo nie znosiłam smaku kanapki zmiętolonej przez kilka godzin w tornistrze). Kiedy dowiedziałam się, że finalnie urzędnicza wizja za niezdrowe uznała drożdżówki i kanapki w rodzaju bułka z salami - trafił mnie szlag. No bo przecież te produkty w rozsądnych ilościach nie szkodzą dzieciom, przy zróżnicowanej diecie... Co kto uważa za rozsądne ilości i zróżnicowaną dietę... Dziś akurat jestem w domu sama z dziećmi. Ugotowałam kaszę jaglaną z domową (!) konfiturą. Efekt? Nic nie zostało zjedzone. W obu przypadkach moich synalków - dopóki siedziałam w domu, dziecko pięknie jadło - kasze dowolne, zupy doprawiane ziołami, niesolone obiady, niesłodkie jogurty (które owszem dosładzałam, ale domowymi przetworami z owoców) i niesłodki...

Rysunek dla Poli

Maruniowaty rysuje. Rysując opowiada całą historię - t u rośnie drzewo, ale ma tylko jedno jabłko, bo było za mało podlewane. Ludzik zrywa jabłko, a tak w ogóle pada deszcz. Deszcz, nie burza, bo burza niszczy drzewa. Ale tak naprawdę to najważniejsze jest, że to rysunek dla Poli. Mamo schowajmy rysunek, żeby Piotruś nie zniszczył (Pietrucha łypie czujnie zza rogu szafki niszczycielskim okiem bazyliszka), bo mamo jak Pola przyjdzie to jej dam, bo to jest rysunek dla Poli. Pola to przyjaciółka ze żłobka. Po pójściu do przedszkola dzieciaki widziały się jeszcze kilka razy, ale teraz szansa na wręczenie rysunku jest żadna. Pola z rodziną wyprowadziła się do innego miasta. Tak sobie myślę, że wiek temu posiadanie przyjaciela od kołyski nie było niczym dziwnym. Ludzie zwykle pozostawali w tej samej okolicy i tych samych relacjach. I na dobre i na złe. Teraz międzyludzkie relacje trwają kilka lat i to przy dobrych wiatrach. Równolegle czytam książkę Randi Zuckenberg o tym jak FB pozytyw...

Po co mama wraca do pracy

Zaniosłam Pietruchę na przegląd do pediatry. Nasza pani pediatra w porywach widywała nas dwa razy na tydzień i co drugą wizytę wypisywała skierowanie do szpitala. To jest lekarz, który nie rozpoznaje połowy pacjentów, ale nas widzi z daleka, tak często bywaliśmy. Przez ostatnie pół roku na mój widok pytała czy się dobrze czuję, czy nie jestem chora, jak sobie radzę etc. Na ostatniej wizycie stwierdziła, że wyglądam wreszcie na wypoczętą i w ogóle kwitnąco. 2 miesiące temu wróciłam do pracy. Jestem zmęczona, ale jestem szczęśliwa. W ciągu ostatnich 2 lat dom stał się dla mnie więzieniem, bez możliwości wyjścia najpierw ze względu na problemy ciążowe, potem ze względu na stan dziecka. 2 lata, kiedy rozmowa z dorosłym człowiekiem była wielkim świętem. To był jeden z najbardziej samotnych okresów w moim życiu. Szczerze podziwiam mamy, które odnajdują się w takim życiu, zwłaszcza te, którym przyszło walczyć z przewlekłą chorobą dziecka. Niedawno przeczytałam artykuł o kobietach zwalnian...