Przejdź do głównej zawartości

Posty

świąteczny realista

Tata do starszego "dziś jest taki miły dzień, przychodzi Mikołaj trzeba się cieszyć" Maruniowany " Wcale nie jest miły, nie lubię dostawać rózgi zamiast prezentów!" Cóż, Mikołaj okazał się źle poinformowany i jednak przyniósł prezenty.

Nie wiem

Na długo za nim urodziło się moje pierwsze dziecko, wydawało mi się, że będę takim rodzicem, co to niestrudzenie objaśnia świat i odpowiada na każde pytanie. W końcu mój tata w nieskończoność odpowiadał dlaczego jaskółka to ja z kółka. A ten kto nie potrafi wyjaśnić dziecku sam nie rozumie. Przy dwójce dzieci zrozumiałam, że "nie wiem" rzadko jest faktycznym przyznaniem się do niewiedzy, częściej desperacką próbą obrony własnego spokoju, kiedy jedno dziecko ciągnie wątek w rodzaju "dlaczego farba jest czerwona" a drugie "skąd się bierze mięso". Ten pierwszy należy jak najszybciej zamknąć, gdyż żaden dorosły nie nadąży w takich kwestiach za abstrakcyjną logiką przedszkolaka, i to jeszcze tłumacząc naprzemiennie skąd to mięso. Wiele z doskonałych pomysłów na doskonałego rodzica zakłada, że mamy jedno dziecko na dwójkę rodziców i dwie pary aktywnych dziadków. Nawiasem mówiąc staram się uczyć dzieci, że ani mama, ani tata, ani nikt na świecie nie wie wsz...

muki

muki i ijaki jadą - oświadczył Pietruszka na widok obrazka na którym w wagonikach jadą krowy i konie. Nie wróżę mu łatwego dogadania się z resztą społeczeństwa.

Książka dla dużego i malego, Findus się u nas pojawił.

Są takie książki, które dotykają paluchem żywych emocji. Raczej nie spodziewam się ich wśród opowiadań dla dzieci, ale... "Kiedy mały Findus się zgubił" dotyka. Samotność człowieka, dla którego jedynym powodem do wstania rano jest mały kotek dotyka chyba bardziej emocji dorosłego niż dziecka. Bez wątpienia dotyka też moich osobistych wspomnień. Młody chyba przefiltrował treść przez własne wspomnienia przyjaźni z naszymi już nie żyjącymi kotkami, w każdym razie historia go wyraźnie wciągnęła. A książeczka znajdzie u nas swoje miejsce, bo o to po raz pierwszy Pan Maruniowaty wspólnie ze mną przeczytał tak długą opowieść, czytaliśmy trzy dni. Wracaliśmy wspomnieniami do poprzednich stron upewniając się, czy wszystko pamiętamy. Szukaliśmy na złożonych ilustracjach odniesień do treści. To też duży krok od serii z Kicią Kocią (nadal dominującą w naszym domu, Pietrucha złapał bakcyla, wierszyków nie lubi, woli Kicię Kocię), z uproszczonymi ilustracjami, do naprawdę złożonych obra...

Muminki stosują pozytywny labeling

Nie czytałam Muminków w dzieciństwie, a nawet gdybym czytała to i tak - powrót do literatury dziecięcej kiedy już masz na swoim grzbiecie bagaż doświadczeń - to całkiem nowa jakość. Ostatnio czytaliśmy "Muminek i zaginiona luneta" . Muminkowi ginie luneta (jak łatwo się domyślić...), Mała Mi twierdzi, że ukradli ją Topik i Topcia, mama Muminka wysuwa teorię, że ktoś pewnie lunetę pożyczył i na pewno odda. Topik i Topcia oddają lunetę a Muminek podkreśla, że bardzo o nią dbali i w nagrodę powinni przez jeden dzień w tygodniu ją użytkować. Topik i Topcia w efekcie bardzo dbają o lunetę. I tak to w skrócie mamy pozytywne działanie zjawiska naznaczania społecznego. Coś czego dorośli nie rozumieją. Może nie czytali Muminków a może zapomnieli, a może po prostu cała nasza kultura nakierowana jest na negatywny labeling. Bo negatywne działanie naznaczania społecznego łatwo można napotkać - witamy  w każdej korporacji, gdzie standardowo zakłada się, że każdy pracownik jest przeciętn...