Przejdź do głównej zawartości

Nie mówię żegnaj

 Książka, która przetasowała moją listę ulubionych autorów i książek. 

Rok temu zabrałam ją na sylwestrowy wyjazd. Sylwestrową noc spędziłam czytając, przeczytałam te kilkaset stron praktycznie na raz. A opowieść tkwi we mnie do dziś. Przeczytałam kila tysięcy książek, pamiętam - może kilka.

Zdaniem autorki to książka o miłości. Pod pewnym kątem tak, o miłości, o przyjaźni, o lojalności. Brzmi jak coś co spokojnie można przeczytać na zakończenie jednego roku i rozpoczęcie kolejnego.

To też książka o ludobójstwie, mrocznych konsekwencjach międzynarodowej polityki i wielopokoleniowej traumie. Wszystko zależy od perspektywy. A perspektywa Han Kang jest głęboko zatopiona w trudnej historii, ona sama urodziła się w Gwangju, co samo w sobie trochę wyjaśnia. Zresztą może to, że odbieram ileś warstw tej opowieści wynika też z mojej wiedzy na temat historii i psychologii.

Tylko, że akurat tą książkę nabyłam całkiem poza tym kontekstem. Kupiłam, bo znalazła się na liście, którą pewna młoda gwiazda k-popu zaproponowała swoim nastoletnim fankom. Mogłam to przemyśleć bo wcześniej przeczytałam opowieść z tuż powojennej Japonii oraz zbiór opowiadań m.in o udziale Korei w wojnie Wietnamskiej. Książki dalekie od koreańskiej literatury z nurtu 'healing' zalewającej polskie empiki.

Gdy byłam nastolatką moi rodzicie traktowali intelektualny przekaz mojego ówczesnego idola w najlepszym wypadku z pobłażaniem, a może i z pogardą. Mylili się, dzięki tamtemu idolowi nie tylko nauczyłam się angielskiego, ale poznałam muzykę klasyczną, balet, zainteresowałam się psychologią. Dzisiejsi rodzice nastolatek zakochanych w k-popie też pewnie traktują to z pogardą. Oczywiście - idole są różni, a w ogóle sam koncept idola jest konceptem teatralnym, to nieustane show, które oferuje nam kolejne odsłony przedstawienia skoncentrowanego wokół tych samych postaci.

Ale przy odrobinie szczęścia wpływa dobrze na dzieci. Na mnie wpłynęło dobrze.

Oraz wcale nie trzeba być nastolatką, nastolatkiem, żeby być beneficjentem i odbiorcą tego rodzaju rozrywki. W końcu jako idola wybieramy sobie kogoś, kto koncept postaci w jakiś sposób jest kompatybilny z nami jako odbiorcami.

Dla mnie to będzie osoba propagująca literaturę, ale też malarstwo, czy sztukę współczesną. Bo czemu nie. Oraz w pakiecie występy rezonujące z tym co oglądałam i słuchałam jako nastolatka.

Dla kogoś innego może to być koleś łamiący gitarę na scenie - bo może pozwala odreagować. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

마음의 평화 부족

 마음 słowo, które bardzo mi się podoba, a które zdecydowanie jest niepodręcznikowe. Bo podręcznik koreańskiego ogarnia uprzejmość dnia codzienniego. A nie jakieś wydumane emocje. Ale jeśli oglądasz film, słuchasz piosenek czy chcesz o czymkolwiek napisać od siebie - to umiejętność powiedzenia "zjadłam jabłko" się nie przydaje. 마음 to serce, duch, dusza i ogólnie szerzej niż to co my sercem nazywamy. 안을은 부활 주일 폴란드에 있어요. 아침 계란 많이  먹었어요. 하지만 마음의 평화 없어요. 마음의 평화가 부족해요. 요즘 제 직업이 실망스러워요. Podobno żeby przyspieszyć naukę języka należy codziennie napisać kilka zdań z głowy. Problem w tym. że nie umiem wymyślać zdań w ramach wiedzy podręcznikowej. Jeśli próbuję coś napisać to brakuje mi słów takich jak  마음 właśnie. Mam kryzys wiary, że się nauczę wyrażać myśli. 

가을 기분

 거의 가을이에요.잎이 노랗게 변했어요.등산 (을)  가려고요. 친구와 함께 하이킹을 가고 싶어요.  친구와 함께 하이킹을 가고 싶지만 혼자서 하이킹을 갈 거예요. 저는 산을 좋아해요. 하이킹(을) 가다   chodzić (po górach albo innych krzakach, spacerować jest inaczej) 하이킹(을) 하다  chodzić (po górach albo innych krzakach, spacerować jest inaczej) 등산 (을)   가다 - chodzić po górach specyficznie, a nawet wspinać się 하이킹 가다 znaczy mniej więcej to samo co 등산  가다, ale nawet słownik upiera się przy używaniu anglicyzmu, to jest coś co z jednej strony ułatwia naukę (możesz użyć słowa angielskiego i zobaczyć czy trafisz), ale z drugiej jest bardzo irytujące. Lubię góry, ale znalezienie kogoś na spacer po górach zawsze było problemem. Łażę jak łamaga, noga za nogą, to nie jest opcja na podbój szczytów, raczej wyprawa na lokalny pagórek. I oglądam wszelkie krzaki po drodze. Oraz trawę pod krzakami. Ale też z wiekiem - rozmywają się znajomości. Ludzie tracą do siebie nawzajem cierpliwość. To jest jeden z tych elementów starzenia się, z którymi t...

Każdy ma prawo decydować o swoim ciele - nawet jeśli oznacza to decyzje o operacjach plastycznych

 To jest jeden z tych dni kiedy tępe scrolowanie doprowadziło mnie do punktu, w którym potrzebuję mównicy. A że w mojej życiowej banieczce nie ma zainteresowania dla potyczek influencerów to będzie tutaj. Bo się zbulwersowałam i muszę gdzieś pary upuścić. Otóż po jednej stronie ringu mamy kolesia, który zbudował swój wizerunek na byciu 'spoko ojcem', dziecko wspiera, żonę wspiera, ludzkość wspiera, no z definicji słuszna strona świata. Nie jestem folowersem, bo nie potrzebuję żeby mi ktoś mówił oczywiste oczywistości, ale jak się wylosuje przypadkiem - to zwykle oglądam. Druga strona: kobieta po 30 wyglądająca jak barbie. Ale co ważne - nie udaje ona barbie ani  nie udaje nastolatki. Swój wizerunek zbudowała wokół takiej różowo przerysowanej słodziutkiej estetyki i tak zwanych fit słodyczy.  Też nie followuję, ale czasem oglądam. W sumie jest zabawnie, dość pozytywnie. No ale kobieta lubiąca róż  musi być głupia prawda? I na pewno stanowi łatwy cel ataku dla tak...